listopada 19, 2018

Dziecko nie możesz mieć wszystkiego!

Sezon na "ja to chcę", "kup mi to", "tą zabawkę był chciał/chciała" - uważam za otwarty. Jak zwykle przed mikołajkami czy świętami ilość reklam skierowanych specjalnie do dzieci wzrasta, a maluchy zaczynają wywierać presję na rodzicach. Czy faktycznie powinniśmy spełniać wszystkie dziecięce zachcianki?


Dziecięce zachcianki

Czy spełniać dziecięce zachcianki?


Czasy, w których przyszło nam żyć, nie są łatwe. Mam wrażenie, że pełno w nich materialistów, którzy człowieka oceniają pod tym kątem, ile kto ma, a nie jaki jest. Rodzice, często pamiętając swoje dzieciństwo, kiedy w domach nie zawsze się przelewało, chcą zapewnić swoim dzieciom wszystko, co najlepsze. Nie zdają sobie sprawy jednak z tego, że w ten sposób robią dziecku krzywdę.

Bardzo trudno dziecku jest odróżnić kwestię "chcę od potrzebuję". To, co widzą w reklamach, u kolegów/koleżanek, w sklepach, sprawia, że mają poczucie, że dany produkt jest w stanie zapewnić im szczęście. Tu wiele zależy od rodziców, czy dla świętego spokoju kupią kolejną rzecz, bo dziecko "chce", czy zastanowią się nad tym czy faktycznie ta rzecz jest potrzebna. Czasem łatwiej jest spełnić kolejną zachciankę dziecka, niż poświęcić czas na rozmowę.

Przyznaję, często nie łatwo przychodzi mi negocjacja z własnym synem na temat kupna kolejnej zabawki. Często wiele wysiłku kosztuje mnie wytłumaczenie mu, czemu kolejny samochodzik czy klocki LEGO są teraz zbędne i dlaczego nie możemy ich kupić. Najgorzej jest, kiedy widzę, że w trakcie rozmowy zaczyna niebezpiecznie drżeć mu warga i jest bliski płaczu, a kręcący się wokół ludzie nie ułatwiają zadania. Z większości takich dyskusji udaje mi się wyjść obronną ręką i w końcu odkładamy zabawkę na półkę, ale zdarza się, że niestety takie starcie przegrywam.

Nie jestem również za tym, aby dziecięce zachcianki były monetą przetargową w rozwiązywaniu jakiego problemu, np. jeśli dziś będziesz grzeczny, ładnie zjesz, umyjesz ząbki itp., dostanie, to co chcesz. Nie ukrywam, czasem mam na końcu języka powiedzenie, typu: "zjedz coś, a wtedy kupię kolejnego Hot Wheelsa", ale potem wizualizuję sobie sytuację, kiedy Janek będzie nastolatkiem i przyjdzie i powie, że chce nowy telefon z jabłuszkiem, bo przecież zjadł obiad. Nie chcę doprowadzić do tej sytuacji, do takiego przeświadczenia u dziecka, że dostaje coś za coś.

Jak reagować na dziecięce zachcianki?


Nie oszukujmy się, dawanie dziecku wszystkiego co chce sprawi, że maluch będzie miał poczucie, że ma nad nami władzę. Nie oszukujmy się sprawianie dziecku drogich prezentów może doprowadzić do sytuacji, w której dziecko nie będzie cieszyło się z każdej rzeczy, którą otrzymało, bo np. samochodzik będzie za mały albo okaże się, że już taki ma.

Jak reagować na dziecięce zachcianki? Ważna jest cierpliwość i konsekwencja rodzica. Ja zazwyczaj umawiam się z Jankiem tak, że idziemy dziś do sklepu, ale kupujemy tylko to, co jest nam niezbędne, a żadnych zabawek czy słodyczy nie wkładamy do koszyka. I nawet jeśli chwyci na półce jakiś drobiazg, przypominam mu o naszej umowie i odkłada daną rzecz. Oczywiście czasem wystarczy tylko przypomnienie, a czasem rozmowa musi chwilę potrwać, ale udaje nam się odsunąć zachciankę na bok.

Od pewnego czasu Janek dostaje małe kieszonkowe. Te pieniążki może włożyć do skarbonki, aby uzbierać sobie na konkretną drogą rzecz lub wydać, na swoje zachcianki. Od pewnego czasu chodzimy do sklepu z jego małym portfelikiem i Janek kilka razy przemyśli czy faktycznie wydanie 5 zł na zabawkę czy coś słodkiego jest czymś, co chce zrobić. Mam nadzieję, że w ten sposób nauczy się gospodarowaniem pieniędzmi i szacunkiem do nich.

Jeśli rodzic będzie potrafił odmówić swojemu podopiecznemu realizacji części jego zachcianek, nauczy go kilku ważnych rzeczy. Przede wszystkim uświadomi mu, że nie może posiadać wszystkiego, czego zapragnie. Ukształtowanie świadomości o niemożności spełnienia wszystkich pragnień uchroni go od wielu rozczarowań w przyszłości.

Posiadanie wszystkiego szczęścia nie daje


Do napisania tego wpisu skłoniła mnie refleksja po przedstawieniu teatralnym, na którym byliśmy z Jasiem z cyklu Wkręć się w Teatr, organizowanym przez radomską Kuźnię Artystyczną. W minioną niedzielę mogliśmy obejrzeć spektakl pt. "Złota rybka, z cyklu kapitańskie opowieści". Dobrze znana wszystkim historia złotej rybki, którą pewnego dnia złowił rybak, a ta następnie spełniła jego trzy życzenia została przedstawiona w zupełnie nowy, intrygujący sposób - za pomocą siły magnetycznej! Do tej pory nie mieliśmy okazji oglądać takiego przedstawienia.

Pewnego dnia rybak złowił złotą rybkę, która poprosiła go, aby ją wypuścił, a w zamian spełni jego trzy życzenia. Po chwili zastanowienia, rybak wypuszcza rybkę. Gdy wraca do domu, żona namawia go, aby rybka spełniła ich życzenia i tym samym przyczyniła się do polepszenia ich życia. Tak więc rybka dała im nowy stół i krzesła, nowe okna, wzorki na ścianie i kolorowe ubrania. Kiedy żona chciała zostać królową świata, rybka odmówiła, tłumacząc to tym, że co za dużo to niezdrowo. Historia o rybaku i jego żonie, pokazuje, że zachłanność prowadzi do zguby. Dzięki spotkaniu ze złotą rybką przekonali się, że szczęśliwym jest się dzięki temu, jakim się jest, a nie dzięki temu, co się posiada.


Bajka, z pozoru prosta, została przedstawiona w bardzo ciekawy dla małego widza sposób. Ruchome obrazy poruszane są na planszach w niewidoczny dla małego widza sposób poprzez różne rodzaje i typy magnesów. Dla Janka, który chłonie wszelkie nowinki techniczne, moment, gdy Pan Falkowski opowiadał o tajnikach poruszania lalek za pomocą magnezu, był najbardziej interesujący.

Spektakl "Złota rybka, z cyklu kapitańskie opowieści" stał się dla mnie dobrym punktem wyjścia na temat rozmowy z Jankiem odnośnie tego, czy posiadanie wszystkich zabawek faktycznie sprawi, że będzie szczęśliwy. Po namyśle odpowiedział, że w sumie to nie, bo jeśli ja lub dziadek nie będziemy się z nim bawić, to nie ma to najmniejszego sensu :)

„Nie ulegać , stworzyć ramy” - to moje złote rady na dziecięce zachcianki. Przede wszystkim musimy znaleźć czas na rozmowę z dzieckiem, pokazywanie mu, że posiadanie wszystkiego, tak naprawdę nie prowadzi do szczęścia. Rzeczy są chwilowe, dziś są, jutro się zepsują. To prawda, że za każdym razem im bardziej się staramy, my rodzice, nasze dzieci jeszcze bardziej testują naszą cierpliwość i konsekwencje. Grunt to nie zniechęcać się i wytrwać w swoich postanowieniach a prędzej czy później efekty naszych starań przyjdą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobał Ci się tekst? Zostaw swój komentarz

Copyright © 2016 Mama na wypasie , Blogger