listopada 30, 2018

Jesteś matką - zajmij się dzieckiem!

Po raz kolejny wstajesz w nocy - karmisz, przewijasz, usypiasz, odkładasz. Po raz kolejny czuwasz nad chorym dzieckiem, zarywając noc. Po raz kolejny rezygnujesz z czasu dla siebie, bo nie masz z kim zostawić dzieci. Po raz kolejny starasz się utulić dziecięce emocje i zrozumieć, że podanie picia w niebieskim, a nie czerwonym kubku to wielka tragedia. Po raz kolejny słyszysz "mamo" i zamiast się cieszyć, masz ochotę trzasnąć drzwiami i uciec gdzie tylko się da. A zaangażowany tata jest na wagę złota!


zaangażowany tata

Aby dziecko pojawiło się na świecie potrzebny jest mężczyzna i kobieta. To podstawy z biologii, które każdy z nas zna. Szkoda, że czasem, po spłodzeniu dziecka, wielu mężczyzn zapomina o tym, że brało udział w akcie stworzenia. Spłodzenie dziecka, to nie tylko chwila przyjemności i już, ja umywam ręce, ale to wyzwanie na lata, bo dziecko do odpowiedniego rozwoju potrzebuje obojga rodziców.

Tato zaangażuj się!


Pojawienie się dziecka wywraca dotychczasowe życie do góry nogami. W tym utartym frazesie jest wiele, wiele prawdy. Na nowo trzeba zaaranżować każdy dzień, oswoić się z nowym członkiem rodziny, nauczyć się odczytywać jego potrzeby. To trudne zadanie zarówno dla mamy, jak i dla taty.

W pierwszych miesiącach, zwłaszcza jeśli karmisz piersią, to ty jesteś najbardziej potrzebna dziecku. Tata nie nakarmi malucha, ale może (a nawet MUSI) pobujać go na rękach, uśpić, czy po nocnym karmieniu wziąć dziecko na ręce i utulić do snu. Tata powinien włączać się w opiekę nad dzieckiem, przewijać, podawać mamie malucha do karmienia, podnosić do odbicia. Przy wszystkich tych czynnościach może ze spokojem mówić do dziecka – nie dość, że się prawdopodobnie przy tym uspokoi i wyciszy, to tata zacznie nawiązywać z nim więź emocjonalną. Dobrze by było, gdyby tata zabrał malucha na spacer. Mama w tym czasie będzie miała chwilkę dla siebie, którą spokojnie będzie mogła wykorzystać na prysznic lub na krótką, ale jakże zbawienną drzemkę.

Pomoc taty jest nieoceniona, nie tylko w pierwszych miesiącach życia dziecka. Wszystko po to, by mama mogła złapać oddech przed kolejnym dniem pełnym wyzwań. Wiem, tatusiowie pracują, a mamy siedzą przecież w domu. Ale mamy nie odpoczywają. Mają multum różnych obowiązków, które wraz z dorastaniem dzieci, wcale się nie zmniejszają. Tylko, że wielu ojców tego nie dostrzega, bo siedzenie w domu to przecież nie praca, to sama przyjemność.

Denerwuje mnie podejście typu: jesteś mamą, więc wiesz co jest najlepsze dla dziecka, zajmij się nim. Tak, my kobiety jesteśmy intuicyjnie zaprogramowane, na szybsze odgadywanie potrzeb naszych dzieci. Ale to, że jesteśmy mami nie jest powodem, do tego, abyśmy cały trud wychowania brały na nasze barki. Dzieci mają też ojców, którzy MUSZĄ zaangażować się w opiekę nad nimi.
Przytulenie dziecka, gdy płacze, wypędzenie potworów wychodzących spod łózka, zawiezienie na zajęcia dodatkowe, zrobienie kolacji, podanie leków i wiele, wiele innych - to nie tylko domena mam. Ojcowie również mogą w ten sposób zająć się dzieckiem. Spychanie wszystkiego na barki matki, tylko dlatego, że ja chodzę do pracy i zarabiam, ja mam wacka w spodniach i nie ja urodziłem, to (moim zdaniem) brak dojrzałości do bycia ojcem.

Mówię stanowcze NIE tatusiom, którzy po przyjściu z pracy zasiadają przed telewizorem, wyciągają telefon i scrollują fejsa, a dzieci traktują jak powietrze, żądając od swoich żon i pociech spokoju, ciszy i obiadu na stole. Mówię stanowcze NIE ojcom, którzy nie pytają dzieci, jak było w przedszkolu/szkole/jak minął im dzień. Mówię stanowcze NIE ojcom, którzy na pytanie: "pojedziesz ze mną kupić dziecku buty", odpowiadają "dam ci pieniądze, ty jedź kup".

Ojciec nie jest tylko od tego, żeby dać pieniądze i mieć ze wszystkim święty spokój. Ojciec powinien być dla dziecka wzorem, przykładem. To z niego chłopiec czerpie wzorzec, jak w przyszłości traktować swoją przyszłą żonę. To on dla córki jest przykładem, jak powinna być traktowana przez swojego przyszłego męża.

Zaangażowany ojciec to nie tylko taki, który zostanie z dziećmi, ale kiedy trzeba posprząta w domu, kiedy trzeba ugotuje obiad lub zorganizuje wszystko tak, by móc wyjść z matką swoich dzieci na randkę.

Same jesteśmy sobie winne?


Czasem taka bierność ze strony ojców wynika z tego, że same jesteśmy sobie winne. Pojawienie się dziecka w naszym życiu, często na tyle przestawia nam nasze myślenie, że nie dostrzegamy tatusiów, odsuwamy ich od opieki nad dzieckiem, bo my to zrobimy znacznie lepiej, szybciej. Chcemy tak chronić nasze dziecko, że oddzielamy go szczelną barierą od ojca, biorąc na siebie wszystkie obowiązki związane z dzieckiem. Jednak ta droga szybko i nieuchronnie prowadzi do frustracji, depresji. Obowiązki nam się mnożą i mnożą, a my marzymy o chwili wytchnienia, o odpoczynku, o chwili relaksu. Ale wtedy okazuje się, że tata nic nie wie o dziecku, zwyczajnie boi się z nim zostać sam na sam, żeby przypadkiem nie zrobić mu krzywdy, bo żona/partnerka zmyje mu głowę, wywoła kolejną awanturę.

Dążąc do perfekcji w swoim macierzyństwie, same odsuwamy mężów/partnerów, nie dając im się wykazać. Bo przecież Kryśka sobie poradziła sama, to ja nie dam rady? Niestety takie myślenie, tylko pogłębia patologiczny stan. Zapętlamy się w swoim perfekcjonizmie, a kiedy coś nie wychodzi, popadamy w zgorzknienie. To prosta droga do unieszczęśliwienia siebie i innych.

Dlatego mamy! Pamiętajmy, od pierwszych dni życia naszych dzieci (a w zasadzie od pojawienia się dwóch kresek na teście) angażujmy ojców do pomocy. Bo spłodzenie dziecka to nie tylko chwila przyjemności dla faceta, a wspólna odpowiedzialność na lata!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobał Ci się tekst? Zostaw swój komentarz

Copyright © 2016 Mama na wypasie , Blogger